V Rycerski Zjazd Zimowy w Dobrej (5-7 II 2010)
Po trzykroć chwała Wam organizatorzy zimowego zjazdu rycerzy. Kolejny
raz wykazaliście się pomysłowością i dobrą organizacją imprezy. Nie
straszne były mrozy, nie straszny wysoki śnieg.Jest to jedyny taki zjazd w okresie zimowym na tych terenach, na który z niecierpliwością czekaliśmy. W piątkowy wieczór po zakwaterowaniu (mieliśmy najlepszą miejscówkę) oraz obfitej kolacji, by tradycji stało się zadość, wypełniliśmy ten czas grami na hali. Do wczesnych godzin rannych następnego dnia rozciągaliśmy swoje mięśnie przy piłce nożnej, zbijanego, skakance, czy też jakże ciekawej grze "słoń".
Sobotę rozpoczęliśmy pysznym śniadankiem. Zgodnie z harmonogramem wszyscy stawiliśmy się w pełnym rynsztunku na hali, gdzie o godz. 11:00 rozpoczęła się oficjalna część dla gawiedzi. Pokazy walk były przeplatane tańcami i śpiewem zespołu DRA. Popołudniowa część nieoficjalna miała swój początek pod zamkiem w obozie, gdzie po spożyciu ciepłej zupy wyruszyliśmy do lasu. Tradycyjnie w pierwszej grupie ruszyli Maltanie, którzy mieli czekać na pozostałych. Po około dwudziestu minutach ruszyliśmy na poszukiwanie Maltan, aby zdobyć ich skarb i sztandar. Troszkę dłużej musieli na nas czekać, bo stwierdziliśmy że ślady prowadzące do lasu którymi szli zakonni były stare. Spory kawałek drogi przeszliśmy by stwierdzić że dalej nie mogą być. Podobnie jak w zeszłym roku, sprawnie rozbroiliśmy grupę Maltan. Po przechwyceniu szkatułki, która okazała się być pustą, okazaliśmy swą złość w sposób okrutny. Strażnika szkatuły poddaliśmy hartowaniu, mocząc jego nagie stopy w śniegu. Twardy rycerz nie chciał puścić pary z ust, a nacieranie jego ciała śniegiem na niewiele się zdało. Po szybkiej akcji wszyscy wróciliśmy do obozu na ciepły posiłek. Choć turniej rycerski dobiegał końca, znów wypełniliśmy czas różnymi zabawami niekoniecznie średniowiecznymi. Spotkanie było tak wspaniałe, że wielu nie chciało tracić czasu nawet na spanie. Czwarty kur piał, puchary wypadały same z dłoni.
Żal było odjeżdżać. Ten zjazd rozpoczął sezon rycerski 2010 w świetnym klimacie. W Dobrej była wspaniała atmosfera, czuliśmy się jak u siebie w domu. Dziękujemy.
X Jarmark Doberski w Dobrej (24-26 VII 2009)
Na oficjalnym plakacie Jarmarku Doberskiego mogliśmy przeczytać, że nasze bractwo odwiedzi Dobrą Nowogardzką 24 i 25 lipca roku 2009. Nie chcąc zawieść organizatorów imprezy wysłaliśmy poselstwo... Sztuk słownie: jeden.
Los nie był nam przychylny, musiałem pojechać na Jarmark sam. I szczerze nie żałuje tej decyzji, jak zwykle było świetnie. Ale po kolei...
- Przeszliśmy przez miasto w pochodzie, przedstawiono wszystkie bractwa na rynku.
- Wróciliśmy do szkoły.
- Poszliśmy spać.
Na sobotę były przewidziane wszystkie atrakcje. Dla mnie to nic nowego, ale ludzie widzący wstęp do obrony zamku byli oczarowani. Siedzieliśmy przy stołach ustawionych na ulicy i pochłanialiśmy jedzenie. W pewnym momencie wybuchła kłótnia. Stoły zaczęły latać a my wykonywaliśmy pierwszorzędną grę aktorską, mianowicie zachowywaliśmy się jak trzoda.
Był to wstęp do późniejszego zdobywania zamku... Już nie
pamiętam, kto, co i komu, ale jak zwykle było fajnie... Następnie - wieczerza
pod zamkiem, smaczna i jakaś taka mokra. Dziękujemy organizatorom za smaczne
jedzenie i wybornie spienione piwo...
Filip
I Turniej Rycerski na Dworze Konrada Mazowieckiego na zamku w Czersku (1-2 V 2009)
Nasza podróż na zamek w Czersku rozpoczęła się 1. maja o godz. 6:00,
pełna przygód i nieprzewidywanych sytuacji trwała dziesięć godzin. W
trakcie podróży każdy z nas jeszcze coś szykował na turniej. Każdy z
nas traktował tą imprezę na poważnie i nie mogło być na zamku
niehistorycznych elementów. Dojeżdżając na miejsce, szybko
zlokalizowaliśmy obóz rycerski i rozbiliśmy namiot. Po "bezproblemowym
montażu" namiotu i szybkim przebraniu się w stroje z epoki,
postanowiliśmy zwiedzić obóz i zamek. Już sama lokalizacja obozu była
strzałem w dziesiątkę. W pięknym, kwitnącym sadzie, obozowisko zostało
odizolowane od XXI-wiecznej infrastruktury, podzielone na hufce;
Zakonny, Mazowiecki, Małopolski, Pomorski, Bagrita, Wschodni oraz
Smoczej Kompanii. Po szybkich oględzinach obozu, wyruszyliśmy zwiedzić
zamek, to był szok pomieszany z wielką ekscytacją, potężny zamek
górujący nad całym miasteczkiem przyprawiał o szybsze bicie serca,
natomiast to co działo się na samym dziedzińcu przerosło wszelkie
oczekiwania, piękne kramy urzekające mnogością oferowanych dóbr, ludzie
krzątający się po murach, placu turniejowym jak i samym dziedzińcu
nadawali temu miejscu specyficzny XIII wieczny klimat, który jest
przecież niezbędny na tego typu imprezach. Program imprezy równie
bogaty. Przez cały dzień odbywały się pokazy konne, konnych łuczników,
turnieje piesze i łucznicze, bitwy i inscenizacje wieczorne. Zarówno
odtwórcy, jak i turyści nie mieli prawa się nudzić. Turnieje bojowe,
zarówno samojeden jak i samowtór zostały zdominowane przez braci
zakonnych z Białorusi, którzy dosłownie zmietli swoich przeciwników.
Niestety jak to ostatnimi czasy bywało do samego bohurtu stanąć musieli
przeciwko sobie głównie zakonni, którzy podzielili się na dwie grupki,
jednak po trzykroć chwała tym świeckim, którzy do boju wyszli.
Niestety, podczas starcia ucierpiał Martin z Zakonu Św. Łazarza,
życzymy mu szybkiego powrotu do zdrowia. Zwieńczeniem każdego dnia,
była wspaniała uczta na zamkowym dziedzińcu, gdzie rycerze po ciężkich
walkach mogli posilić się pysznym jadłem przygotowanym przez
organizatorów i napoić lokalnym piwem. Ucztę umilał nam zespół grający
do późnych godzin wieczornych, a spragnieni uciech ciała mogli tańczyć
przy wielkim ognisku, a wszystko to przez królującą niepodzielnie
"miłość" ;D. Był to niesamowity turniej, na który warto było przejechać
przez pół Polski. Każdy z nas wrócił z mniejszym lub większym
nabytkiem, ku uciesze kramarzy i naszej własnej. Myślę, że całej
czwórce Turniej na Dworze Konrada Mazowieckiego zostanie na długo w
pamięci.
Szczególne podziękowania dla Zakonu Św. Łazarza ze
Szczecina - Gdyby nie Wy nie było by nas tam, Smoczej Kompani -
organizatorom turnieju, i Wszystkim tym, z którymi mogliśmy się
wspólnie bawić.
_____________________________________________________________________________________________________
IV Zimowy Zjazd Rycerski w Dobrej Nowogardzkiej (23 –25 I 2009)
Jeżeli uważasz, że człowiek nie jest w stanie wytrzymać niskiej temperatury ubrany tylko w naturalne ubrania to grubo się mylisz. Dotarliśmy do Dobrej w dwóch grupach, ale z jednakowymi nadziejami, by zabawa byłą świetna. Po tak długiej przerwie w wyjazdach turniejowych, każdy z nas tylko czekał, aż rozpocznie się biesiada. No i cóż, po piątkowej kolacji oddaliśmy się rozkoszy kopania piłki. Wtedy to nadzieje na bezbolesne chodzenie zostały definitywnie zatracone.Drugiego dnia zaprezentowaliśmy się w hali sportowej. Co prawda publiczność nie dopisała, lecz nie zniechęciło to Maltan. Pokazali średniowieczny rynsztunek, przeprowadzili krótką musztrę a następnie rzucili się w wir walki. Obyło się bez kontuzji, ale dzięki ich talentowi aktorskiemu nie było nam do śmiechu. Po zniesieniu umarłych i wytarciu krwi z podłogi na parkiet wstąpiły roztańczone damy (z partnerami oczywiście).
Podczas naszych prezentacji można było nabyć różnego rodzaju świecidła (sam jestem szczęśliwym posiadaczem dziczego kła), nauczyć się trudnej sztuki lepienia glinianych naczyń, a także poznać średniowieczne tańce.
Około godziny 14 wyruszyliśmy pod zamek (dotknięty ponurym palcem industrializacji i nadgryziony zębem czasu, ale w całkiem dobrej kondycji), by przeprowadzić mini-turniej walki pieszej. Zwycięzców i przegranych nie było, tylko stygnące ciała zmęczonych. Zjedliśmy obiad w obozie pod zamkiem.
Tradycją Zimowego Zjazdu w Dobrej Nowogardzkiej stały się już „leśne podchody”. Podzieliliśmy się na dwie drużyny, które miały się wzajemnie unicestwić. Pierwsi do lasu wyruszyli Maltanie, my wkrótce po nich. Skradaliśmy się, czailiśmy, a i tak wrogowie zaszli nas od tyłu. Co nie zmienia faktu, że wygraliśmy. Niby nie honorowo, bo strzałem z hakownicy w plecy, ale ja tam nic nie widziałem. Gdy wracaliśmy księżyc już mocno świecił.
Na biesiadzie pojawił się gościnnie pieczony świniak. Co ciekawe, już martwy, a ciągle miał pociąg do nikotyny. Cokolwiek to znaczy. Nad ranem dotarliśmy do naszego legowiska i oddaliśmy się Morfeuszowi.
Tegoroczna Dobra Nowogardzka, jednym słowem, była świetna. Klimat wspaniały, ludzie także, może Amba nieco kradła, ale to nie taki duży minus. Wielki dzięki za zaproszenie, jesteście świetni.
_____________________________________________________________________________________________________Obóz Rycerski Chwarszczany (15-17 VIII 2008)
Chwarszczany - Najważniejszy, dla całego bractwa turniej w sezonie.
Mimo deszczu, wszyscy jechaliśmy tam nastawieni naprawdę pozytywnie. W
końcu to aż 3 dni udanej zabawy w XIII-kowym klimacie. Pojechaliśmy w
piątek grupą 9 osób. W sobotę miała dojechać jeszcze jedna osoba i
nasze
sokoły. Gdy dojechaliśmy na miejsce, powitał nas już częściowo
rozstawiony obóz. Rozstawiliśmy namioty i zaczęliśmy "rozpoznanie".
Znaleźliśmy dużo znajomych i poznaliśmy nowe osoby. Piątek upłynął
pod znakiem integracji i deszczu, jednak deszcz nas nie zraził, daliśmy
radę. Sobota zapowiadała się
naprawdę ciężko. Manewry bohurtowe, łucznicze, turniej bojowy,
łuczniczy i na koniec sam bohurt dla zakonnych. Niestety z powodu
opóźnienia nie dojechały strzały, więc nasi łucznicy musieli zadowolić
się samymi manewrami w których popisał się Krystian (prawie zabił
jednego z członków kapituły xD). Natomiast Pawłowi udało się wziąć
udział we wszystkich, przewidzianych dla walczących, "konkurencjach". W
turnieju bojowym popisał się naprawdę dobrą walką z jednym z braci z
zakonu Świętego Łazarza. Niestety po dwóch dogrywkach przegrał. W
trakcie tych "rycerskich atrakcji" przyjechali na nasze zaproszenie
znajomi ze Szczecina, Bractwo Maltańskie, niestety w niepełnym
składzie. Prym wiodły nasze sokoły pod opieką Braci: Waldemara, Fabiana
i Przemysława. W obozie wzbudziły naprawdę duże
zainteresowanie, zarówno wśród rycerstwa jak i publiczności.
Największym zainteresowaniem cieszyły się jednak pokazy konne, w
wykonaniu bractwa Castum Stargardum z Niemiec (którzy są naszymi
dobrymi
znajomymi i których pozdrawiamy oczywiście^^). Konny Bohurt, walki na
kopie, czy pokazy zręczności i opanowania jazdy konnej zawsze
przyciągają dużo ludzi. Niedziela to już niestety czas pożegnań,
wyjazdów, i jak na złość ładnej pogody. Byliśmy jedną z ostatnich
grup, która wyjechała. Po pożegnaniu z organizatorami (kolejne
pozdrowienia dla Komandorii Chwarszczany) wróciliśmy do Kamienia.
Tegoroczne Chwarszczany były naprawdę udane. W przyszłym sezonie będą
jeszcze lepsze._____________________________________________________________________________________________________
IX Jarmark Doberski w Dobrej (25-27 VII 2008)
IX Jarmark Doberski - Na tą imprezę pojechaliśmy do naszych przyjaciół w
dość okrojonym składzie, 4 osób, jednak to nie przeszkadzało nam w
dobrej zabawie. Zajechaliśmy akurat na obiadek. Obóz był dość mały ok
9-10 namiotów. Jednak jak się szybko okazało, członkowie bractw spali
również w oddalonej od obozu kilkadziesiąt metrów szkole, więc ludzi
wcale nie było tak mało, jak wydawało się na pierwszy rzut oka. Poznaliśmy ludzi z kilku bractw. W późnych godzinach wieczornych
wszystkie bractwa miały stawić się wraz ze sztandarami oraz wszystkimi
dostępnymi zbrojnymi na placu, na rynku miasta. Po przedstawieniu
bractw, zaczęły się walki grupowe na przemian z pokazami grupy
zajmującej się pokazami fire show czyli teatrem ognia. Po całym pokazie
wróciliśmy do obozu i przesiedzieliśmy przy wspólnym ognisku do białego
rana. Po szybkim śnie i śniadaniu ustaliliśmy szczegóły dotyczące
inscenizacji zdobycia zamku Doberskiego. Inscenizacja wyszła pomyślnie,
dużo huku, dużo walk, i dużo zadowolonej publiczności. Po wspaniałej
inscenizacji, pora na odpoczynek, zmagania piękniejszej części
"rycerstwa" czyli bieg dam, a następnie turniej łuczniczy. Niestety w
turnieju łuczniczym nikt z nas nie brał udziału, a i w bojowym nie
wystawilibyśmy nikogo, gdyby Krzysztof z zaprzyjaźnionej Zbrojnej
Gwardyii ze Świnoujścia nie użyczył Pawłowi sprzętu do walki. Turniej
bojowy był na wysokim poziomie. Zawodnicy nie odstawali od siebie
umiejętnościami, a Paweł wywalczył 4 miejsce. Niedługo po turnieju
przyjechał nasz powóz (^^) i musieliśmy wracać do Kamienia. Dziękujemy
za zaproszenie Maltanom ze Szczecina i do zobaczenia w lutym na Zimowej
Dobrej. :)Rycerski Turniej Konny w Pęzinie (8-9 IX 2007)
Rycerski Turniej Konny w Pęzinie odbył się 8-9 września 2007 roku a
jego organizatorem był Lech z Pęzina. Uczestniczyli w nim m.in. rycerze z zakonów
Templariuszy, Lazarytów, Niemiecka grupa konna (nazwę musisz uzupełnić bo nie
pamiętam), dwaj rycerze świeccy Piotr i Artur oraz nasze bractwo. Przyjechaliśmy
na turniej jako jedne z pierwszych bractw 7 września i rozpoczęliśmy przygotowywanie
obozu. Rozstawiliśmy namioty oraz ogrodziliśmy obóz. Pod wieczór zostały
rozpalone ogniska i rozpoczęliśmy integrację z pozostałym rycerstwem. Następnego
dnia rozpoczęły się pokazy. Pierwsi byli rycerze konni. Mogliśmy podziwiać ich
zdolności w posługiwaniu się mieczem, kopią oraz oszczepem. Na koniec obejrzeliśmy
buhurt w wykonaniu jazdy. Po walkach konnych rozpoczęły się pokazy walk
pieszych. Do walki między sobą stanęli Templariusze z Lazarytami oraz rycerze
świeccy Piotr z Arturem. Kilku naszych braci również spróbowało swoich sił w
walce z różnymi skutkami. Pod koniec dnia została zorganizowana inscenizacja w
której również braliśmy udział. Po inscenizacji gospodarz zorganizował biesiadę
dla wszystkich uczestników. Ostatniego dnia turnieju nasze bractwo zostało
poproszone o zorganizowanie konkursu łuczniczego. Wywiązaliśmy się z tego
zadania bez żadnych problemów. Po południu złożyliśmy nasze namioty,
pożegnaliśmy się z uczestnikami i pojechaliśmy w drogę powrotna zadowoleni z
udziału w turnieju oraz bogatsi o nowe doświadczenia i nowe kontakty.